7 stycznia 2012

Z Alicją Kowalską o modzie. Niekoniecznie tej zobowiązującej.




Alicja Kowalska - nazwisko znane w dziedzinie mody, choć zdaję sobie sprawę, że może obce dla tych, którzy z tą branżą nie są za pan brat. Absolwentka teatrologii warszawskiej Akademii Teatralnej, współtwórczyni magazynu Viva! Moda, do niedawna szefowa działu mody Elle, a przede wszystkim kobieta wykazująca się wielkim profesjonalizmem, przejawiająca niemniejszą miłość do swojej pracy, a także zachwycająca swoim nieamatorskim blogiem - http://alicjakowalska.com/wordpress/. Taka jest Alicja Kowalska. Podczas rozmowy z nią udało mi się dowiedzieć jak ważna jest moda w Polsce, czy wzbogaca nasze życie i czy naprawdę należy poświęcać jej tyle uwagi.  



Moda to dziedzina wciąż niedoceniana, a przyciągająca ludzi myślących analitycznie, wrażliwych na piękno i pragnących rodzić zmiany choć w niewielkiej części globu. Czym się Pani motywowała wybierając właśnie tę dyscyplinę? Czy inspirowały myśli podobne do tej Francoise’a Giroud’a, że Moda stanowi najlepszy sondaż: mówi ona bowiem językiem, jakiego nie znają inne sondaże, językiem podświadomości”. A może kiedyś pojawiły się myśli zwątpienia?

Zaczęłam fascynować się modą tak wcześnie, że nie stać mnie było jeszcze wtedy na zbyt mądre przemyślenia. Był to raczej prosty zachwyt. Pamiętam pierwsze wydanie Vogue’a, jakie zobaczyłam w życiu (edycja brytyjska, 1991 rok z Linda Evangelistą na okładce) - wtedy w Polsce magazynu nieosiągalnego i moją natychmiastową decyzję, by zrobić takie pismo w Polsce. Szczęśliwie, kilka lat później udało mi się rozpocząć pracę w redakcji PANI i tak zaczęła się moja kariera w branży. Oczywiście, że przeżywałam chwile zwątpienia. Na przykład 11 września 2001 roku w obliczu nieszczęścia na świecie zastanawiałam się nad sensem mojej pracy. Wielokrotnie, nie tylko tego dnia, zastanawiałam się, komu to potrzebne? Nie jestem lekarzem, nie ratuję ludziom życia, nie jestem inżynierem, nie buduję domów; robię kolorowe miesięczniki, które ktoś przekartkuje i odłoży na półkę, albo wyrzuci do kosza… Nie doceniałam znaczenia mojej pracy. Dopiero po jakimś czasie, gdy zaczęłam spotykać ludzi, którzy opowiadali mi, że wieszali sobie zdjęcia z moich sesji na ścianach, bo tak im się podobały, albo teraz, gdy dostaję e-maile w odpowiedzi na posty na moim blogu rozumiem, że piękno jest potrzebne, nie tylko mi samej. Niedawno stylizowałam kobiety chore na raka. To jak wiele dała im możliwość zadbania o swój wygląd, jaką siłę dało im poczucie, że w rękach makijażysty, fryzjera, stylisty zamieniają się w księżniczki, jaką siłę do walki z chorobą dało im piękno właśnie – bardzo mnie poruszyło. Wychowani w kulcie tak zwanych “prawdziwych wartości” czasami znaczenia piękna chyba po prostu nie doceniamy.

Redaktor naczelny amerykańskiego Vogue’a czy prezes GAP International na Europę - nie ukrywajmy, że mimo wszystko zawody związane z modą na Zachodzie zaliczają się do tych prestiżowych. Jak to jest w Polsce? Co się zmieniło od kiedy zaczęła Pani pracować i w jakim kierunku zmierzamy?

W Polsce też ma znaczenie, co się ma napisane na wizytówce. Pracuję w branży od kilkunastu lat i zmienił się stosunek do mody w ogóle. Kiedyś ktoś zapytał mnie, dlaczego ja, po prestiżowych studiach na wydziale teatrologii chcę być jedynie stylistką. Teraz to modny zawód. Moda stała się modna. Można się tym nawet chwalić. Jest też więcej tytułów, a zajmowane w nich stanowiska mają prestiż. Pod tym względem nie różnimy się wcale do Zachodu.

Jak Pani ocenia rolę dziennikarza, tudzież stylisty w czasach, gdy Internet udostępnia nam setki blogów o modzie? Jak można odróżnić coś wartościowego od treści nie najwyższej jakości? Przegląda Pani stylizacje blogerek?

Niezbyt często. Myślę, że ze stylizacją jest tak jak z fotografią. Każdy dzisiaj robi zdjęcia. Niewielu wiesza swoje prace w muzeach. Moda jest dziedziną bardzo subiektywną w odbiorze. Mimo wszystko można też oceniać ją jak sztukę. Wszystko zależy od wrażliwości widza i jego ogólnego wykształcenia oraz świadomości, nie tylko mody, ale sztuki w ogóle.

Była Pani członkiem zespołu w PANI, Vivie czy Elle. Czy praca w polskich redakcjach przypomina wizję współpracy z Anną Wintour, przedstawioną w popularnym filmie “Diabeł Ubiera się u Prady”?

Chciałabym mieć tak mądrą szefową jak Anna Wintour. Co interesujące, polskie redaktorki chcą być jak ona, wieszają sobie jej zdjęcia na ścianach, nawet ją naśladują. Pracowałam kiedyś w redakcji, której szefowa naśladowała sposób pracy Wintour podpatrzony w The September Issue. Myślę że to dobry pomysł. Nie mamy się od kogo uczyć. Jeśli jest okazja, uczmy się od Wintour, nawet podpatrując ją jedynie na taśmie filmowej.


Pani nazwisko kojarzone jest z najlepszymi kobiecymi magazynami w Polsce, kilkoma zagranicznymi tytułami, teatrem, reklamą, telewizją. Czy Alicja Kowalska jako dziennikarka mody, stylistka czuje się spełniona? A jeśli nie… to jak widzi siebie w przyszłości?

Z tymi zagranicznymi tytułami bym nie przesadzała – jedynie asystowałam ich stylistom. Owszem, na pamiątkę mam nazwisko w iD, ale trudno mówić o tym, że “pracowałam w iD”. Wracając do  pytania - wciąż kocham modę, choć patrzę na nią z dużo większym dystansem niż na początku. Gdybym mogła pracować z Willim Vanderperre – robiłabym sesje tak często jak tylko by to było możliwe. Ponieważ teraz nie pracuję dla żadnego tytułu o modzie – skupię się na pisaniu. Ogromną satysfakcję daje mi mój blog. Nie planuję większych zmian. Myślę, że nadal moje zajęcia zawodowe związane będą z modą. Czuję się spełniona, ale wciąż mi się chce! Nie osiadam na laurach, pragnę się rozwijać. Każda kolejna sesja jest nowym wyzwaniem. Każdy kolejny tekst. To się nie zmieniło wcale. Chyba jestem szczęściarą.


A na koniec wspomnę o ostatniej głośnej dyskusji na temat poprawności przymiotnika “modowy”. W debacie brało udział kilku profesorów Instytutów Filologii Polskiej z różnych uczelni. Spór nie został jednoznacznie rozstrzygnięty. Jakie jest Pani zdanie – to swego rodzaju neologizm czy wyraz, którego nie powinno się używać?

Wyraz jest już używany tak często, że oswajamy się z nim wszyscy. Mi dźwięczy w uszach, nie lubię go zbytnio, jednak powoli przyzwyczajam się do niego. Myślę, że za jakiś czas będzie w powszechnym użyciu tak, jak słowo ”zajebiście”, kiedyś wulgarne, dziś już dla wielu neutralne.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję za zaproszenie do rozmowy.



5 stycznia 2012

Take Your Passion And Make It Happen.

Dekada kiczu i epoka taniej muzyki disco? Nie dla mnie. Lata 80. uważam za okres trudny i piękny, a na pewno kreatywny. W Polsce to dziesięciolecie wyjątkowo obfite w wydarzenia polityczne - od strajku Solidarności, przez stan wojenny aż po obrady Okrągłego Stołu i upadek komunizmu. W Stanach Zjednoczonych prezydent Ronald Reagan dokonywał mini-rewolucji gospodarczych i prowadził do zakończenia zimnej wojny. Nowy Jork walczył z przestępczością i prostytucją. Mimo wszystko ludzie pokazywali, że świat nie jest wcale taki bez wyrazu. Kobiety wybierały za duże marynarki poszerzające ramiona, legginsy, latex, błyszczące i fluorescencyjne materiały, buty Dr Martens, opaski i dużo biżuterii, najlepiej złotej. 

W Polsce zdobycie czegokolwiek w sklepach graniczyło z cudem. Dlatego moda uliczna prezentowała się tak ciekawie, nietuzinkowo. Koleżanki Amerykanki dziwią się, że w mojej ojczyźnie tak trudno było wtedy o Levisy czy Wranglery, a jednak kobiety potrafiły wyglądać zjawisko. Ośmielę się stwierdzić, że często o niebo lepiej niż dziś. Owszem, ciężkie makijaże i nie do końca twarzowe fryzury może i były karykaturalne, ale dzięki nim okres lat 80. tak dobrze zapada w pamięci, jest tak charakterystyczny. 

Ach, i jeszcze ta muzyka. 





















31 grudnia 2011

Pęd za otwartością umysłu.

„Moda przypomina obraz w kalejdoskopie. Każdy sezon przynosi nowe spojrzenie na znane już elementy, a poza tym bardzo często przerabiamy to, co już raz widzieliśmy.”

Katherine F. Gerould




O swoim stosunku do mody, poszukiwaniach, których twórczym efektem jest każdy projekt i planach na "jutro" opowiedziała mi niezwykle zdolna polska projektantka Jagoda Piekarska.

(...)

Zbliża się koniec roku i czas podsumowań. Jaki był dla Pani rok 2011? A może nie ogląda się Pani wstecz i po prostu idzie przed siebie?

Myślę, że raczej to drugie. Na to, co się już zdarzyło nie mamy wpływu, możemy tylko wyciągnąć wnioski. Jeśli coś mi się udało to wspaniale, ale trzeba iść dalej i z tyłu głowy zazwyczaj pojawia mi się już mnóstwo pomysłów. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko da się zrealizować, ale ważne, by mieć marzenia i cele. I nawet jeśli w danym roku nie uda się ich spełnić, zawsze należy do nich dążyć. W modzie zawsze musisz być kilka kroków do przodu. Mimo że zaczynamy za chwilę 2012 rok, ja już żyję 2013. W tej branży zawsze musisz patrzeć przed siebie, ale także czerpać z obserwacji tego, co się dzieje tu i teraz.

Projekty Jagody Piekarskiej dostępne są przede wszystkim w sklepie internetowym www.fullofstyle.pl, a zapytania o indywidualne projekty można wysyłać poprzez kontakt mailowy berrybaker@gmail.com.

Gorąco zapraszam również na profil Jagody Piekarskiej na Facebooku oraz stronę internetową.


Autor zdjęć: Łukasz Ziętek.



Pozostałą część wywiadu możecie przeczytać na Shhh!utterowym blogu.

A teraz pozostaje mi życzyć Wam Szczęśliwego Nowego Roku! Każdy dzień jest podróżą, więc życzę Wam 366. wspaniałych przygód. Bawcie się dobrze tej nocy - Sylwester to nie koniec, a początek wszystkiego. 







23 grudnia 2011

It's Christmas time.


Wesołych Świąt * Merry Christmas * Feliz Navidad * Frohe Weihnachten * Buon Natale



 Wesołych Świąt Merry Christmas * Feliz Navidad Frohe Weihnachten * Buon Natale

18 grudnia 2011

Gaga's Workshop

Ukryty gdzieś na skraju piątego piętra nowojorskiego domu towarowego Barneys - Gaga's Workshop. Miejsce faktycznie wygląda jak warsztat - to pomieszczenie bardzo przestrzenne (jak na nowojorskie warunki), dość mroczne (postawiono na lampy oświetlające poszczególne produkty, tzw. "point lights"), zastawione "gratami" promowanym przez znaną, ekstrawagancką piosenkarkę. 

Czy warto się tam wybrać? Na pewno. Zadbano o szczegóły. Wnętrze przypomina styl Lady Gagi, w tle gra jej muzyka, wszędzie pełno akcesoriów. Całość nie przytłacza, choć estetyka do mnie nie przemówiła. Większość sprzedawanych artykułów zakrawa o kicz, a i ceny do najniższych nie należą - od kilkunastu (za lizaka) do kilkuset dolarów (skórzana kurtka). Myślę, że na zakup zdecydują się przede wszystkim little monsters, czyli najwięksi miłośnicy artystki. 

Jednym słowem Gaga's Workshop - taki fan shop, na wysokim poziomie. Ba, w końcu zajmuje prestiżowe piąte piętro Barneys. Również swego rodzaju zjawisko, na wskroś socjologiczne, prezentujące współczesną popkulturę i nurt, którym podąża.



 









13 grudnia 2011

z pamiętnika podróżnika

Guillaume Apollinaire napisał kiedyś, że "dalekie trzeba podejmować podróże, kochając swoje domostwo". Wraz z końcem roku większość z nas gdzieś się wybiera - czy to właśnie do rodzinnego domu, do przyjaciół, na narciarskie wojaże, a czasem nawet w odległe tropiki.

Przygotowania rozpoczynają się już na kilka dni wcześniej (chyba, że ktoś jest niewolnikiem prokrastynacji nawet w dziedzinie pakowania...) i zazwyczaj bywają dość uciążliwe. "Bo co zabrać? Jak to pomieścić?" - pytamy.

Sama mam z tym problemy, mimo nielekkiego bagażu doświadczeń w podróżowaniu. Dlatego pomyślałam, że niektóre z moich rad mogą okazać się pomocne.

Moim ulubionym miejscem skupiającym podróżników są lotniska, najlepiej te europejskie. Moment przejścia przez, najczęściej automatyczne, drzwi do holu odlotów sam w sobie jest iście magiczny. Towarzyszy temu moment adrenaliny i trochę inny świat. Tam na chwilę zostawiamy swoją rzeczywistość i wkraczamy w inny wymiar. Owszem, tłumy, skrupulatne kontrole, opóźnienia i obawa przed zagubieniem dokumentów w tym amoku mogą być męczące, ale czasem znajdzie się czas i na zakupy w strefie bezcłowej, i na dobrą kawę, a przede wszystkim na obserwację ludzi. A ta czynność należy do jednych z najciekawszych, przynajmniej dla mnie.

Na lotnisku możemy poznać setki bardzo interesujących jednostek, możemy przyglądać się tysiącom indywidualistów z przeróżnych zakątków świata. Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwracam uwagę jest rodzaj bagażu - od luksusowych walizek Louis Vuitton, przez te klasyczne Samsonite, Tumi, kolorowe Roxy czy Jansport aż po skórzane vintage. Dla podróżnika oryginalna walizka jest równie ważna jak Louboutiny dla fashionistki.


Bądź co bądź, należy pamiętać, by bagaż przede wszystkim był pojemny i lekki. Nie zapomnijmy też o mniejszej walizce na kółkach, która spełnia rolę bagażu podręcznego na pokładzie - a w niej należy mieć wodę mineralną, chusteczki higieniczne, krem nawilżający (tudzież wodę termalną), ciepłą bluzę/sweter i skarpetki. Ponadto na podróż warto ubrać się w strój klasyczny, wygodny i wykonany z naturalnych materiałów - gwarantuję, że wtedy będziemy czuć się najswobodniej.

Podróże pociągiem/autobusem generalnie opierają się na podobnych zasadach - z tym, że w takim przypadku częściej wybieram pojemny plecak/torbę, którą mogę nosić na ramieniu. Torby na kółkach nie sprawdzają się podczas jazdy koleją. Jeżeli chcecie być oryginalni warto jakoś ozdobić swój bagaż - nierzadko widuję kokardki, naszywki i inne gadżety.

Tymczasem, szerokiej drogi!





3 grudnia 2011

It's Autumn in New York

Niejednokrotnie wspominałam już, że moda to nieustanne poszukiwanie inspiracji. Takowej należy dopatrywać się wszędzie, nawet podczas leniwych, jesiennych spacerów...

Podczas przechadzki po słynnym Central Parku starałam się wychwycić swoje typy na sezon jesienno-zimowy. Skupiłam się przede wszystkim na trendach na co dzień, wygodnych, idealnych na popołudniowe wypady. Tym bardziej, że w tym roku powinniśmy być z naturą za pan brat - w końcu hojnie obdarzyła nas w tym roku pogodą.

I mentioned it many times... Fashion means an ongoing process of looking for inspiration. We should search for it carefully, even during leisure walks.

I went for a stroll in Central Park and found a couple of things that were an absolute afflatus to me. Those were casual trends for people who want to feel comfortable in their relaxing going-out afternoons. After all, the weather this fall is so nice that outdoor should be the place where we feel best this season.



Ptaki u Marca Jacobsa/ Marc Jacobs Birds



Marc Jacobs


Amerykański projektant nie pierwszy raz korzysta już z tego motywu. Metaliczne ptaki doczepiane do wielu rzeczy z jego kolekcji, przede wszystkim do akcesoriów zasługują na miano jesiennego przeboju.


Hit Sezonu Jesień/Zima 2011-2012 - Czapki Zwierzaki/ 
Must-Have F/W 2011-2012 - Animal Hats






Piperlime



Nieważne czy pożyczycie taką czapkę od najmłodszych członków waszej rodziny czy sami wzbogacicie nią swoją szafę - i tak będzie to absolutny hit! (Chociaż dozwolony do lat 30.)



Kolory Jesieni - Burgund, Cynamon
Faktury - Dżins, Hafty

Fall Colors - Burgundy, Cinnamon
Textures - Denim, Embroidery



Pull&Bear

Wszyscy projektanci proponują podobne trendy na ten sezon. Mnie szczególnie urzekła kolorystyka u J.Crew, a także przepiękne hafty w kolekcji Anny Pitchouguiny.




Nowojorski Zapach na Dzień - Jabłuszka Donny Karan/
New York Day Donna Karan Fragrance 


DKNY Be Delicious


Czym pachnie jesień? Na pewno powinniśmy zaopatrzyć się w owocowe i korzenne nuty zapachowe. 


Elementy Gotyku/ Gothic Elements




Givenchy

Ćwieki, ostre cięcia, i wyraźnie zarysowane ramiona to elementy inspirowane architekturą gotyku. Najlepsze wydanie rockowego szyku możemy podziwiać u polskiej blogerki Alice Point
Nie zapomnijcie także o ciężkiej, srebrnej biżuterii, najczęściej wisiorów z krzyżami i kamieniami.


Co zachwyciło Was tej jesieni?
What are you impressed by this season?


Zapraszam do polubienia mojego bloga na facebookowym fanpage'u.
http://www.facebook.com/pages/Knitted-Republic/250169585013810

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...