31 grudnia 2011

Pęd za otwartością umysłu.

„Moda przypomina obraz w kalejdoskopie. Każdy sezon przynosi nowe spojrzenie na znane już elementy, a poza tym bardzo często przerabiamy to, co już raz widzieliśmy.”

Katherine F. Gerould




O swoim stosunku do mody, poszukiwaniach, których twórczym efektem jest każdy projekt i planach na "jutro" opowiedziała mi niezwykle zdolna polska projektantka Jagoda Piekarska.

(...)

Zbliża się koniec roku i czas podsumowań. Jaki był dla Pani rok 2011? A może nie ogląda się Pani wstecz i po prostu idzie przed siebie?

Myślę, że raczej to drugie. Na to, co się już zdarzyło nie mamy wpływu, możemy tylko wyciągnąć wnioski. Jeśli coś mi się udało to wspaniale, ale trzeba iść dalej i z tyłu głowy zazwyczaj pojawia mi się już mnóstwo pomysłów. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko da się zrealizować, ale ważne, by mieć marzenia i cele. I nawet jeśli w danym roku nie uda się ich spełnić, zawsze należy do nich dążyć. W modzie zawsze musisz być kilka kroków do przodu. Mimo że zaczynamy za chwilę 2012 rok, ja już żyję 2013. W tej branży zawsze musisz patrzeć przed siebie, ale także czerpać z obserwacji tego, co się dzieje tu i teraz.

Projekty Jagody Piekarskiej dostępne są przede wszystkim w sklepie internetowym www.fullofstyle.pl, a zapytania o indywidualne projekty można wysyłać poprzez kontakt mailowy berrybaker@gmail.com.

Gorąco zapraszam również na profil Jagody Piekarskiej na Facebooku oraz stronę internetową.


Autor zdjęć: Łukasz Ziętek.



Pozostałą część wywiadu możecie przeczytać na Shhh!utterowym blogu.

A teraz pozostaje mi życzyć Wam Szczęśliwego Nowego Roku! Każdy dzień jest podróżą, więc życzę Wam 366. wspaniałych przygód. Bawcie się dobrze tej nocy - Sylwester to nie koniec, a początek wszystkiego. 







23 grudnia 2011

It's Christmas time.


Wesołych Świąt * Merry Christmas * Feliz Navidad * Frohe Weihnachten * Buon Natale



 Wesołych Świąt Merry Christmas * Feliz Navidad Frohe Weihnachten * Buon Natale

18 grudnia 2011

Gaga's Workshop

Ukryty gdzieś na skraju piątego piętra nowojorskiego domu towarowego Barneys - Gaga's Workshop. Miejsce faktycznie wygląda jak warsztat - to pomieszczenie bardzo przestrzenne (jak na nowojorskie warunki), dość mroczne (postawiono na lampy oświetlające poszczególne produkty, tzw. "point lights"), zastawione "gratami" promowanym przez znaną, ekstrawagancką piosenkarkę. 

Czy warto się tam wybrać? Na pewno. Zadbano o szczegóły. Wnętrze przypomina styl Lady Gagi, w tle gra jej muzyka, wszędzie pełno akcesoriów. Całość nie przytłacza, choć estetyka do mnie nie przemówiła. Większość sprzedawanych artykułów zakrawa o kicz, a i ceny do najniższych nie należą - od kilkunastu (za lizaka) do kilkuset dolarów (skórzana kurtka). Myślę, że na zakup zdecydują się przede wszystkim little monsters, czyli najwięksi miłośnicy artystki. 

Jednym słowem Gaga's Workshop - taki fan shop, na wysokim poziomie. Ba, w końcu zajmuje prestiżowe piąte piętro Barneys. Również swego rodzaju zjawisko, na wskroś socjologiczne, prezentujące współczesną popkulturę i nurt, którym podąża.



 









13 grudnia 2011

z pamiętnika podróżnika

Guillaume Apollinaire napisał kiedyś, że "dalekie trzeba podejmować podróże, kochając swoje domostwo". Wraz z końcem roku większość z nas gdzieś się wybiera - czy to właśnie do rodzinnego domu, do przyjaciół, na narciarskie wojaże, a czasem nawet w odległe tropiki.

Przygotowania rozpoczynają się już na kilka dni wcześniej (chyba, że ktoś jest niewolnikiem prokrastynacji nawet w dziedzinie pakowania...) i zazwyczaj bywają dość uciążliwe. "Bo co zabrać? Jak to pomieścić?" - pytamy.

Sama mam z tym problemy, mimo nielekkiego bagażu doświadczeń w podróżowaniu. Dlatego pomyślałam, że niektóre z moich rad mogą okazać się pomocne.

Moim ulubionym miejscem skupiającym podróżników są lotniska, najlepiej te europejskie. Moment przejścia przez, najczęściej automatyczne, drzwi do holu odlotów sam w sobie jest iście magiczny. Towarzyszy temu moment adrenaliny i trochę inny świat. Tam na chwilę zostawiamy swoją rzeczywistość i wkraczamy w inny wymiar. Owszem, tłumy, skrupulatne kontrole, opóźnienia i obawa przed zagubieniem dokumentów w tym amoku mogą być męczące, ale czasem znajdzie się czas i na zakupy w strefie bezcłowej, i na dobrą kawę, a przede wszystkim na obserwację ludzi. A ta czynność należy do jednych z najciekawszych, przynajmniej dla mnie.

Na lotnisku możemy poznać setki bardzo interesujących jednostek, możemy przyglądać się tysiącom indywidualistów z przeróżnych zakątków świata. Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwracam uwagę jest rodzaj bagażu - od luksusowych walizek Louis Vuitton, przez te klasyczne Samsonite, Tumi, kolorowe Roxy czy Jansport aż po skórzane vintage. Dla podróżnika oryginalna walizka jest równie ważna jak Louboutiny dla fashionistki.


Bądź co bądź, należy pamiętać, by bagaż przede wszystkim był pojemny i lekki. Nie zapomnijmy też o mniejszej walizce na kółkach, która spełnia rolę bagażu podręcznego na pokładzie - a w niej należy mieć wodę mineralną, chusteczki higieniczne, krem nawilżający (tudzież wodę termalną), ciepłą bluzę/sweter i skarpetki. Ponadto na podróż warto ubrać się w strój klasyczny, wygodny i wykonany z naturalnych materiałów - gwarantuję, że wtedy będziemy czuć się najswobodniej.

Podróże pociągiem/autobusem generalnie opierają się na podobnych zasadach - z tym, że w takim przypadku częściej wybieram pojemny plecak/torbę, którą mogę nosić na ramieniu. Torby na kółkach nie sprawdzają się podczas jazdy koleją. Jeżeli chcecie być oryginalni warto jakoś ozdobić swój bagaż - nierzadko widuję kokardki, naszywki i inne gadżety.

Tymczasem, szerokiej drogi!





3 grudnia 2011

It's Autumn in New York

Niejednokrotnie wspominałam już, że moda to nieustanne poszukiwanie inspiracji. Takowej należy dopatrywać się wszędzie, nawet podczas leniwych, jesiennych spacerów...

Podczas przechadzki po słynnym Central Parku starałam się wychwycić swoje typy na sezon jesienno-zimowy. Skupiłam się przede wszystkim na trendach na co dzień, wygodnych, idealnych na popołudniowe wypady. Tym bardziej, że w tym roku powinniśmy być z naturą za pan brat - w końcu hojnie obdarzyła nas w tym roku pogodą.

I mentioned it many times... Fashion means an ongoing process of looking for inspiration. We should search for it carefully, even during leisure walks.

I went for a stroll in Central Park and found a couple of things that were an absolute afflatus to me. Those were casual trends for people who want to feel comfortable in their relaxing going-out afternoons. After all, the weather this fall is so nice that outdoor should be the place where we feel best this season.



Ptaki u Marca Jacobsa/ Marc Jacobs Birds



Marc Jacobs


Amerykański projektant nie pierwszy raz korzysta już z tego motywu. Metaliczne ptaki doczepiane do wielu rzeczy z jego kolekcji, przede wszystkim do akcesoriów zasługują na miano jesiennego przeboju.


Hit Sezonu Jesień/Zima 2011-2012 - Czapki Zwierzaki/ 
Must-Have F/W 2011-2012 - Animal Hats






Piperlime



Nieważne czy pożyczycie taką czapkę od najmłodszych członków waszej rodziny czy sami wzbogacicie nią swoją szafę - i tak będzie to absolutny hit! (Chociaż dozwolony do lat 30.)



Kolory Jesieni - Burgund, Cynamon
Faktury - Dżins, Hafty

Fall Colors - Burgundy, Cinnamon
Textures - Denim, Embroidery



Pull&Bear

Wszyscy projektanci proponują podobne trendy na ten sezon. Mnie szczególnie urzekła kolorystyka u J.Crew, a także przepiękne hafty w kolekcji Anny Pitchouguiny.




Nowojorski Zapach na Dzień - Jabłuszka Donny Karan/
New York Day Donna Karan Fragrance 


DKNY Be Delicious


Czym pachnie jesień? Na pewno powinniśmy zaopatrzyć się w owocowe i korzenne nuty zapachowe. 


Elementy Gotyku/ Gothic Elements




Givenchy

Ćwieki, ostre cięcia, i wyraźnie zarysowane ramiona to elementy inspirowane architekturą gotyku. Najlepsze wydanie rockowego szyku możemy podziwiać u polskiej blogerki Alice Point
Nie zapomnijcie także o ciężkiej, srebrnej biżuterii, najczęściej wisiorów z krzyżami i kamieniami.


Co zachwyciło Was tej jesieni?
What are you impressed by this season?


Zapraszam do polubienia mojego bloga na facebookowym fanpage'u.
http://www.facebook.com/pages/Knitted-Republic/250169585013810

20 listopada 2011

My house. My rules. My pleasure.

Versace, włoska marka założona w 1978 roku przez Gianniego Versace. Aktualnie rolę dyrektora kreatywnego pełni Donatella Versace. Szwedzka sieciówka H&M niedawno nawiązała współpracę z tym domem mody . Ubrania stały się dostępne 17 listopada w Europie, a dwa dni później między innymi w Ameryce Północnej.

Kolaboracjom projektantów z popularnymi sklepami mówię tak, w końcu to genialny chwyt marketingowy. Jednak same zakupy nie są już tak różowe...

Na łowy wyruszyłam już o 3.30 rano. Wraz z koleżanką wybrałyśmy H&M znajdujący się przy Czterdziestej Drugiej Ulicy i Piątej Alei. Przecznicy nie aż tak popularnej jak Pięćdziesiąta Pierwsza Ulica i Piąta Aleja czy Herald Square, a wciąż na tyle dobra lokalizacja, byśmy mogły podziwiać całą kolekcję Versace. Po drodze minęłyśmy kolejki ludzi ustawiających się przed H&M przy Trzydziestej Czwartej i Siódmej Alei, i Trzydziestej Czwartej i Broadwayu. Szczerze... nigdy nie sądziłam, że można być tak zdeterminowanym, by koczować przed drzwiami z rozkładanym krzesłem, termosem i termalnymi kocami. Niektórzy przyszli już poprzedniego wieczora... 

W końcu i my stałyśmy się częścią kolejki, by parę minut po siódmej otrzymać bransoletki umożliwiające zakupy od 9:05 (pierwsza tura zaczynała o 8:00). Pytanie... czy było warto? Nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że było to kolejne, cenne doświadczenie, ale z drugiej strony kolekcja nie zachwyciła. Zacytuję tu jurorów Project Runway: "kolekcja musi być pełna", a ta, moim zdaniem, nie była. Owszem znaleźliśmy tam t-shirty, spódnice, spodnie, legginsy, sukienki, kurtkę, płaszcz, buty i inne akcesoria, ale czegoś brakowało, nie było to spójne. Może lepsze wrażenie wywarłyby na mnie te same projekty zaprezentowane w lato. Kolorowe, lekkie ubrania wpisywały się raczej w kanon garderoby wakacyjnej. Co więcej, nie odzwierciedlały nawet trendów proponowanych na szalone noce karnawałowe, gdzie ewentualnie moglibyśmy wskoczyć w te wielobarwne, krótkie sukienki. 

A jak Wam się podobało?


Versace is an Italian brand established by Gianni Versace in 1978. Donatella Versace is its current creative director. Versace recently designed a collection for a Swedish chain store H&M. The collection became available to the public on November 17th in Europe and two days later Americans were able to  purchase it.

The collaborations between designers and popular stores is a great idea and a smart advertising technique. However, the shopping part is not that fun...

3:30 am. My friend and I set off for "the Versace adventure." We chose the H&M located on 42nd and Fifth Avenue, relatively not that crowded, especially comparing to the one on 51st and Fifth Avenue or those in the area of Herald Square. We passed by pretty long lines in front of Thirty Fourth and Seventh or Broadway H&Ms. I have never thought that people can be so determined to be first in line equipped with all the "survival stuff." It was so cold that night and they'd been waiting since late afternoon hours the previous day.

Finally, we became the part of the line as well. Around 7am we got yellow bracelets that allowed us to enter the store at 9:05am (first turn started at 8am). Was it all worth waking up in the middle of the night? I hesitate to answer... I could say either yes or no. First of all, it was a good experience. But on the other hand, the collection wasn't that fabulous. I'll quote Project Runway judges: "The collection must be complete" and I would say that this one lack for it . T-shirts, skirts, pants, dresses, jacket, coat, some pair of shoes and accessories... I think I would be more impressed by it in the summer time. Unfortunately, these clothes don't even follow the party gear trends for this season. 

What would you say? Love it or hate it?





16 listopada 2011

% % %

Przecena, promocja, wyprzedaż, sale - takie banery najczęściej skupiają naszą uwagę podczas zwiedzania galerii handlowych.  30%, 40%, 50%, a nawet 70% mniej za towary na półkach - wchodzimy, kupujemy, bo przecież to... złoty interes!



Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak kolejna rada z cyklu: "Jak być świadomym konsumentem?", ale znalezienie rzeczy w niższych cenach, wcale nie oznacza wyjątkowej okazji. Marketingowcy traktują nas jak pionki, stosują sztuczki i niejednokrotnie pierwotna cena produktów zawiera kosmiczną marżę. Nawet wysoka obniżka pozwala sklepowi na osiągnięcie profitu i uzyskanie założonego w biznesplanie narzutu. 

Oczywiście, w zależności od charakteru firmy, marże kształtują się w wysokości od kilku procent w supermarketach do ponad 60% w ekskluzywnych butikach. 

A gdzie możemy trafić na największe przeceny? W USA! To kraj zakupoholików, dlatego można liczyć na wyprzedaże co najmniej kilkanaście razy do roku, nie wspominając o sample sale czy Black Friday. 

Ostatnio słyszałam anegdotkę opowiedzianą przez mojego profesora podczas wykładu, że w Europie nie możemy liczyć na dobry "deal". Faktycznie, w Stanach można kupować w naprawdę bardzo korzystnych cenach. Znowu nasuwa się wniosek, że kluczem do sukcesu jest dobry biznesplan i reklama, nie tylko ta tradycyjna, ale i stosowanie różnych taktyk - rozsyłania kuponów, rozdawanie próbek, uczestnictwo w akcjach charytatywnych czy PR działający bez zarzutu. Amerykanie wykorzystują fakt, że konsumenci nie wiedzą, czego chcą i robią wszystko, by dowiedzieli się tego podczas zakupów w ich sklepie.

Jednak rozbudowane promocje to nie to, co fascynuję mniej najbardziej. Jako największe zjawisko postrzegam "sample sales" - wyprzedaże rzeczy sygnowanych nazwiskami projektantów. Aktualnie trwa tego typu promocja u Rebecci Minkoff - jej torebki możemy kupić o 70% taniej. Podobnie ostatnio było u YSL czy Vivienne Westwood. Na Internecie można znaleźć kilkadziesiąt stron informujących o takich wydarzeniach. Gdy próbowałam znaleźć podobne akcje odbywające się w Paryżu, było o wiele trudniej. Dlatego nie dziwmy się już dłużej dlaczego wszyscy w USA chodzą w Conversach.

A teraz przyznajcie się... Największa gratka jaką udało Wam się upolować to...?

11 listopada 2011

Visual Merchandising

Visual Merchandising zalicza się do stosunkowo młodych dziedzin marketingu. Pracownicy tego działu muszą wykazywać się nie tylko niezwykłą kreatywnością, ale często i umiejętnościami technicznymi.  Dobieranie kolorystyki i ogólne poczucie estetyki też nie może być im obce. Podczas budowania okiennej wystawy czy projektowania wnętrza sklepu, ekipa niejednokrotnie sięga po nożyczki, a nawet po młotek, i inne narzędzia. Zatem to fach, który wymaga łączenia wielu talentów i... naprawdę wymaga cierpliwości. A wszystko po to, żebyśmy mogli podziwiać piękne wystroje sklepów. Te nowojorskie zakrawają nawet o artystyczne formy...


Sephora

Zara

Bergdorf Goodman

Bergdorf Goodman



Tygodniami budowane wystawy mają zachęcić klientów do zakupów i zwiększać obroty firmy. Budżety poświęcane na visual merchandising, niekiedy sięgają setek tysięcy dolarów. Same manekiny potrafią kosztować tysiące dolarów, szczególnie te, które imitują ciała ludzkie. Są też manekiny stylizowane, w różnych kolorach albo takie, jakie widzicie na załączonym zdjęciu z Zary. Manekiny bez głów nazywanie są formami reprezentacyjnymi. Oprócz tego istnieją nawet fachowcy, którzy zajmują się produkcją manekinów personalizowanych, na zamówienie. Pomyślcie sobie, że to tylko manekiny, a co z resztą wystawy? Masa roboty. Niektórzy wybierają graficzne formy, z plakatami przedstawiającymi zdjęcia modelek. Od czasu do czasu, sklepy decydują się na żywych modeli, co skupia szczególną uwagę i moim zdaniem jest bardzo atrakcyjne. 

Wyróżnia się firmy, które posiadają ten sam wzór dla wszystkich swoich siedzib, a niektórzy wykazują się nieco większą inicjatywą i w każdej placówce pokazują inną wizję. Osobiście zawsze zachwycam się nietuzinkowymi projektami domów towarowych i J.Crew. Chociaż Zara i H&M też zaskakują.

Póki co... świąteczne okna wystawowe są w trakcie realizacji. Z niecierpliwością czekam na te małe dzieła sztuki i zastanawiam się czym zadziwią mnie w tym roku.



7 listopada 2011

Prada Marfa

Może nie każdy jest sympatykiem Plotkary, amerykańskiego serialu o nowojorskiej elicie, ale założę się, że odszukam wśród Was zwolenników projektu "Prada Marfa". 

Zainspirowana obrazem znajdującym w penthousie Lily, jednej z bohaterek Plotkary, odkryłam rzeźbę "Prada Marfa". Zainstalowany w 2005 roku, mały budynek, imitujący butik Prady, mieści się w teksańskiej głuszy, przy Route 90. W środku znajdziemy kilkadziesiąt par butów, ofiarowanych przez Pradę. Sztuka pop-architektoniczna. Podoba mi się. Aż chce się wynająć trzydziestoletniego Buicka albo Mustanga i wyruszyć w podróż jedną z najbardziej znanych tras świata. 


http://en.wikipedia.org/wiki/Prada_Marfa



Plakat "Prada Marfa" można zakupić w sklepie internetowym http://www.worksonwhatever.com/pradamarfasignedition.aspx za... $300. Mam nadzieję, że kiedyś stanę się jego szczęśliwą posiadaczką.



http://www.worksonwhatever.com/pradamarfasignedition.aspx



Nie wszyscy są wielbicielami estetyki minimalistycznej, ale ja jestem nią zauroczona. 
Czekam na Wasze opinie!

6 listopada 2011

Proszę Pana, co u Pana?

Moda męska. Ogólnie przyjmuje się, że łatwiej pracować w działach z trendami dla panów, aniżeli w tych dla pań. Co więcej, moda męska wydaje się o wiele prostsza i całkiem składna. Chyba trudniej popełnić faux-pas, no może z wyjątkiem, kiedy ekstrawagancka estetyka staje się więcej niż szczyptą fantazji. 

Szczerze, nie znam się na modzie dla panów - o nowinkach czytam na blogach, na przykład na www.simplyalifestyle.blogspot.com. Jednak ostatnio zwiedziłam kilka działów z modą męską w popularnych sieciówkach. I przyznam się, że jest tego tak dużo, i często tak minimalistycznych i eleganckich rzeczy, że ciężko jest źle wyglądać. A tutaj wychodzimy na ulicę i w oczy rzuca się nijakość. Nieodpowiednie spodnie (najczęściej jeansy - panowie, a co z chinosami, sztruksami?), koszule na krótki rękaw (o zgrozo!), wyciągnięte koszulki i co najgorsze - przeokropne obuwie. Standard, który jest zakodowany w mojej głowie - mężczyzna z nijaką fryzurą, w koszulce na krótki rękaw, rozpinanym swetrze, zbyt jasnych jeansach i czarnych kajakach (bo jak inaczej można nazwać takie buty?). Czy naprawdę tak ciężko o siebie zadbać, gdy choćby H&M zapewnia nam całkiem porządne ciuchy w przystępnej cenie. Czy tak trudno dorwać chinosy w kolorze khaki, kilka basic t-shirtów, rozpinany sweter (najlepiej dwurzędowy z guzikami), albo sweter w serek, dobrze skrojoną marynarkę, koszulę (na długi rękaw) w kratę, i desert boots. Wyglądalibyście świeżo, ponadczasowo, a co więcej dostrzeglibyście to, o czym tak marzycie - błysk w oku tej jedynej.



Oczywiście, trochę sobie żartuję. Każdy ma własny styl, możecie nawet wskoczyć w czapkę beanie i conversy, ale błagam pozbądźcie się tych wszystkich ubrań bez wyrazu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak cieszy mnie, gdy widzę faceta w muszce, w ładnej koszuli, w kamizelce, bez rzucających się w oczy logo. Tak, typ intelektualisty, to mój ulubiony. I uwierzcie, że moda męska to nie tylko działka, którą kochają homoseksualiści (przestańmy myśleć stereotypowo!). To część męskiego ego.


3 listopada 2011

wirtualny świat zakupów

Z ust Marilyn Monroe, tudzież Coco Chanel często padały słowa, że: "Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero... zakupy!". Kapka prawdy w tym jest. Nawet jeśli będziecie bronić się rękami i nogami, że nie... liczby mówią same za siebie, a one nie oszukują.

Kupujemy coraz więcej. Konsumencki szał stał się jeszcze łatwiejszy wraz z wynalazkiem Internetu i pojawieniem się możliwości nabywania produktów wirtualnie. Ten cud zwie się e-commerce i w ostatnim roku "zarobił" o 18,9% więcej niż w latach ubiegłych. To dużo, rzekłabym nawet kosmicznie dużo.

A w czym tkwi fenomen wirtualnego świata zakupów? Po pierwsze karty kredytowe stają się popularniejsze, my stajemy się mądrzejsi i nie oszczędzamy już do przysłowiowej skarpety, ale zakładamy konta w banku. Ponadto staliśmy się leniwi i czasem lepiej spędza nam się czas przeglądając natłok stron sklepów internetowych, aniżeli mielibyśmy męczyć się w przeludnionych galeriach handlowych. Wiadomo, online shopping ma i swoje ciemne strony... nie możemy dotknąć, przymierzyć danej rzeczy, a oddziaływanie na zmysły to bardzo ważny aspekt konsumpcjonizmu. Poza tym, oszustwa związane z transakcjami dokonywanymi kartami kredytowymi zniechęcają. Warto dodać, że niektóre sklepy oferują także formę opłaty za pobraniem. 

Zakupy przez Internet, mimo wszystko, przyciągają, a firmy na tym korzystają, bo z ostatnich raportów wynika, że sukces przedsiębiorstw w jeszcze większej mierze będzie opierał się na ich internetowych przychodach. Dlatego też ostatnio tak hucznie było o otwarciu sklepu online hiszpańskiej Zary, krążą pogłoski, że szwedzki H&M chce wkroczyć do Polski ze swoją internetową ofertą, a już w ogóle wielkim newsem jest fakt, że amerykański Amazon ma zaistnieć w Polsce.

Polacy, bądźmy mądrymi konsumentami i dokonujmy zakupów rozważnie, czasem zaoszczędzając czas na buszowaniu online. Co o tym sądzicie? I jakie są Wasze ulubione sklepy online? A może jakichś Wam jeszcze u nas brakuje?

30 października 2011

Cztery strony świata. Wywiad z Anną Pitchouguiną.



Jak to się stało, że urocza dziewczyna z Rosji przybyła do Polski, by studiować na łódzkiej ASP i warszawskiej Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru?


Było to rodzinne przemieszczenie do Trójmiasta, a kiedy nagle okazało się, że nie widzę siebie nigdzie indziej niż w modzie, to pojawiła się i Warszawa, i Łódź, i Londyn, a po drodze też Nowy Jork i Paryż.  Łódzkie ASP wybrałam, gdyż to jedyna uczelnia, która chodziła mi po głowie, jeżeli chodzi o Polskę, a MSKPU to wynik mojej nadambicji, aby kształcić się i działać jak najwięcej w tym kierunku.

Czemu akurat obrałaś “kierunek moda”?


Zupełnie nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć racjonalnie. Wpadło mi to do głowy zupełnie znienacka, gdzieś podczas długich spacerów po brytyjskich polach, ogrodach i farmach, i rozpoczęła się nauka wszystkiego absolutnie od zera - rysunku, szycia... 

Młoda, piękna i zdolna. Twoje projekty zostały zakwalifikowane do prestiżowego Arts-Of-Fashion w Filadelfii. Stawiasz sobie wysokie wymagania? Jaka jest Anna Pitchouguina jako projektantka, wizjonerka?


Rodzice uczyli być skromną, więc mam nadzieję, że coś w tym jest (:
Wysokie wymagania, możliwe, ale z drugiej strony naprawdę jestem pracoholikiem i to jest problem, gdyż gubię się czasem pomiędzy ekscytacją a wyczerpaniem fizycznym. Jestem uparta jeżeli chodzi o cele...

W biografii na swojej stronie internetowej napisałaś, że “pitchouguina” to marka oparta na emocjach, szukająca inspiracji w codziennym życiu. Jak zdefiniowałabyś swoje podejście do świata mody?


Jestem nieco zbyt emocjonalna, popadam w skrajne emocje, ale co najważniejsze  w tym wszystkim jestem chorym optymistą. Nauczyłam się doceniać malutkie rzeczy i zmiany, i w pewnym sensie staram się, aby także w projektach było to wyczuwalne czy to w kolorystyce, czy w detalach. Ale znów..  work in progress, przede mną co najmniej jeszcze kilka sezonów kształtowania się...

Praktykowałaś u samego Dereka Lama w Nowym Jorku. Jak wspominasz tę przygodę. Czy wpłynęła ona jakoś na Twój styl? Używasz dużo cekinów, haftów…


Amazing! Wpłynęło to zarówno na psychikę, jak i odporność, bardziej niż na styl sam w sobie. Rozumiem znacznie lepiej cały mechanizm. Praktykowałam tez u Christopher'a Kane'a i Peter'a Jensen'a. A czy wpłynęło to na moje projektowanie, wydaje mi się, że te rzeczy zakodowują się podświadomie czy tego chcemy czy nie. I don't know, you tell me.

Rosja, Polska, Stany, teraz Anglia. Czemu akurat Londyn stał się “Twoim domem”?


Najswobodniej czuję się w anglojęzycznych krajach, tak już od dziecka wyjazdy mnie ukształtowały. Do miejsca zamieszkania też podchodzę emocjonalnie, więc jak tylko poczuję, że inne miasto może być lepsze, na pewno spontanicznie się przeprowadzę.
Stany, Kanada, Nowa Zelandia? Nowy Jork zawsze jest w moich myślach, ale na ten moment chce być bliżej rodziny.

As long as I am happy where I am, I will stay here in London, it is a right place for me now.

Serdecznie dziękuję za rozmowę. I życzę wielu sukcesów.

Dziękuję.


Pracownia Anny Pitchouguiny znajduje się w Londynie, w jej ulubionej części miasta - London Fields.

PITCHOUGUINA at MENTMORE STUDIOS
Studio 2
1 Mentmore Terrace,
London Fields, Hackney
London E8 3PN
United Kingdom


Zakupów można dokonywać także online przez kontakt na stronie internetowej www.pitchouguina.com
Anna wykonuje także specjalne zamówienia, jeżeli ktoś zaufa jej upodobaniom estetycznym.






Zapraszam również do polubienia marki na Facebooku http://www.facebook.com/pages/pitchouguina/128668002040?ref=ts

27 października 2011

Pan Valli. Giambattista Valli.

Wygląda na to, że Impulse (marka w domu towarowym Macy's) przeżywa swój dobry czas. Niecałe dwa miesiące temu weszła kolekcja Karl Lagerfelda, a od wczoraj (tj. 26 października) pojawiły się rzeczy Giambattista Valli dla Macy's. I powiem Wam, że nie ma to jak kroje spod włoskiej ręki. 

Generalnie ujmując, lepsza jakość artystyczna, przyjaźniejsze materiały, rozsądne ceny (w przeciwieństwie do tego, co dzieje się u Versace dla H&M!). Wizje już nieco świąteczne - czerń, czerwień, panterka, fuksja. Coś w czym możemy wystąpić podczas wigilijnej kolacji. Bardzo eleganckie. Podtrzymuję swoją teorię - włosi to mistrzowie mody luksusowej.










Czasem jeszcze tylko zastanawiam się jak bardzo Ci wielcy designerzy maczają palce w tych projektach - może kiedyś przyjdzie mi się dowiedzieć. A Wy jak myślicie?


23 października 2011

Z alfabetu modowego - P jak Anna Pitchouguina.

Niejednokrotnie podkreślałam, że warto stawiać na młodych wizjonerów świata mody. Potwierdzam swoją tezę i przedstawiam Wam Annę Pitchouguinę, z pochodzenia Rosjankę, poszukującą inspiracji pomiędzy Warszawą, Łodzią, Nowym Jorkiem i Londynem. A ta wena okraszona jest odrobiną wschodniej duszy. Trudno o lepszą kombinację.










Wkrótce więcej o marce pitchouguina <3, a także wywiad z samą projektantką. W międzyczasie gorąco zapraszam do obejrzenia strony internetowej www.pitchouguina.com oraz polubienia "brandu" na Facebooku - http://www.facebook.com/pages/pitchouguina/128668002040.





21 października 2011

Z alfabetu modowego - U jak UNIQLO.

Założona w 1949 roku, wtedy jeszcze pod inną nazwą, japońska firma UNIQLO robi furorę w USA. Dzisiaj przechodząc obok nowo otwartego sklepu przy Herald Square,  zrozumiałam fenomen tej marki. Owszem, w Nowym Jorku tłumy nie dziwią, ale to co działo się przed wejściem do UNIQLO przeszło wszelkie moje oczekiwania (a naprawdę myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć). 

Kolejka, na miarę tej przed Abercrombie&Fitch, ustawiała się wzdłuż Trzydziestej Czwartej Ulicy, otoczona specjalnie ustawionymi barierkami, a między przechodniami przeciskali się ochroniarze. UNIQLO przeprowadził świetną kampanię - wszędzie biegali "uniqlowcy" rozdający katalogi i zniżki na ich produkty. Chociaż mi nie chciało ustawiać się w wężyku, by dostać się do bram japońskiego imperium ciuchowego po godzinie...

UNIQLO posiada też swoje oddziały w Europie. Póki co tylko w Rosji, Francji oraz Wielkiej Brytanii. Czekam aż otworzą się w Polsce i będzie to dla mnie wydarzenie na miarę pierwszej siedziby amerykańskiego GAPa w warszawskiej Arkadii. 

Czym przekonuje UNIQLO? Prostotą. Rzeczami o solidnej jakości, minimalistycznych krojach. To porządne, codzienne ubrania, przeznaczone dla konsumentów w wieku 15-60 lat. Bestsellerem są kaszmirowe swetry w niemal wszystkich kolorach tęczy, nic dziwnego skoro sprzedają się po $50.

Zachęcam do przejrzenia kolekcji na ich stronie internetowej: http://www.uniqlo.com/us/.

Japończycy umieją, Szwedzi i Hiszpanie też. Czas na polską markę, która podbije świat.

19 października 2011

Czy moralność stała się sprawą mody?

Chyba każda branża ma swoje uroki i ciemne strony. Wyjątku nie stanowi rynek dóbr luksusowych, w tym moda.

Liczba blogów szafiarskich, tudzież związanych z podobną tematyką wciąż rośnie, pojawiają się nowe portale, magazyny, działy w gazetach, audycje radiowe i programy telewizyjne. Pani Moda stała się częścią naszego życia, elementem dnia każdego człowieka, który chce trzymać tempo, płynąć wraz z wyznaczanymi trendami. 

Jednak, nie ma co ukrywać, w niektórych dziedzinach zostaliśmy pozbadnięci kultem perfekcyjnego wyglądu. Pomyślmy tylko o pokazach, gdzie modelki zaplątują się w suknie, które nie dają się nosić lub łamią nogi na kosmicznie wysokich, na pewno niepolecanych przez ortopedów, szpilkach. Wielcy kreatorzy, tacy jak Galliano zaliczają moralne wpadki, potęgi modowe dążą do celu po trupach (YSL i Louboutin, i słynna sprawa czerwonych podeszw). Chcemy nosić na sobie znane marki - kolejni projektanci tworzą dla sieciówek - wszyscy wyczekują kolekcji Valli dla Impulse (26 października w Macy's) czy Versace dla H&M (17 listopada). Wielkie firmy wykupują marki - ostatnio szumem przeszła informacja o kupieniu kilku "metek" Liz Claiborne przez J.C. Penney. Wszystko ma kreować, czasem sztuczny, popyt i niejednokrotnie psuć moralność.

Czy moda to tylko prestiż i pieniądze? W którym kierunku zmierzamy?

Czasem aż miło przypomnieć sobie, co znaczyło stworzyć coś z niczego. Pochłaniam kolejne strony "FashionEast: The Spectre that Haunted Socialism" Djurdji Barlett, profesor London College of Fashion i myślę, że jeszcze dekadę, dwie temu podejście do tych spraw tak znacznie się różniło.

Jak odpowiem na to, co się dzieje? Znajdźmy złoty środek. Stoicka myśl nie zawodzi.



12 października 2011

Joe Fresh

Dzisiejszy wpis nieznacznie będzie różnił się od pozostałych, a mianowicie poznacie kulisy jak rodził się pomysł napisania tej notki. Zaczynam żałować, że nie nakręciłam filmiku w drodze do sklepu Joe Fresh, bo to o nim będę "dziergać".


Joe Fresh, kanadyjska marka, istniejąca od lat pięciu. 6 października przy nowojorskiej 1055 Madison Avenue otworzyli swoją pierwszą poza Kanadą siedzibę. A jak już zaczęli działać globalnie, to z hukiem. Zresztą mają powody. 


Za całym projektem stoi... Marokańczyk Joseph Mimran, właściciel i dyrektor kreatywny, wcześniej związany z popularną marką Club Monaco. W amerykańskim Elle piszą o nim: "the man, the visionary, the face". To urodzony kosmopolita, trochę z niego James Bond, trochę Gianni Agnelli, a czasem nawet Willy Wonka. Taki czarujący intelektualista, podchodzący do mody z zaraźliwym entuzjazmem. Za ten chwyt Joe Fresh ma już u mnie duży plus, z marką ma się kojarzyć głowa firmy, silna osobowość. A to niejedyna strategia marketingowa, którą stosują... Stworzyli także oryginalne i rzucające się w oczy pomarańczowe logo - znak rozpoznawczy. Wystrój sklepów zaprojektowany jest w podobnym klimacie - przestronny, minimalistyczny, z elementami w odcieniu "clean tangelo". Sam właściciel mówi: "We believe orange is life-enhancing (and brand enhancing, too)". Joe Fresh stawia na niekonwencjonane materiały, między innymi neopren. Mimran opiera rozwój firmy na taktyce "vertical retailing", podobnie jak amerykański Gap. Projektują głównie dla młodych ludzi, bawiących się modą. Szukają klientów wśród osób ceniących eklektyzm. Ich zawiadackie, pełne życia reklamy są tego potwierdzeniem.


Pomarańczowy, neoprenowy płaszczyk...


To wszystko plus świetne ceny, które oferują ma przyczynić się do ogromnego sukcesu firmy, nawet w tak barwnym mieście jak Nowy Jork. Kierują się hasłem: "Great quality at great quantities". I muszę przyznać, że nie chybili z tą koncepcją - mimo stosunkowo niskich cen, jakość wciąż trzyma poziom. Joe staje się poważną konkurencją dla Zary, H&M, UNIQLO.

To jak? Życzymy powodzenia? Ja już dorwałam ich rurki w złotawym odcieniu... świetny krój, odpowiednia długość i mimo niewysokiej ceny, ponadprzeciętne wykonanie. Chyba jeszcze wrócę do Joe, odświeży mi szafę...





11 października 2011

małe i DUŻE inspiracje.

Jak już kiedyś pisałam - moda to nieustanne poszukiwanie natchnienia...

Przedwczoraj wyszperałam wywiad, który dziennikarka Plejady przeprowadziła z Patricią Field, jedną z najbardziej znanych nowojorskich stylistek, cenioną przede wszystkim za swoje projekty w filmach "Diabeł Ubiera się u Prady" i "Seks w Wielkim Mieście". Field zapytana o współczesną ikonę mody, wymieniła między innymi Lady Gagę. Tak zrodził się pomysł na nowy wpis...

Dzielę pokój z Kait, największą fanką tej piosenkarki, jaką kiedykolwiek spotkałam. Moja współlokatorka opowiedziała mi co nieco o postaci, o której nie wiedziałam zbyt wiele i razem doszłyśmy do kilku niebanalnych wniosków.

Rok 2008, Kait pierwszy raz usłyszała piosenkę "Just Dance" i zaczęła interesować się poczynaniami Lady Gagi. Jednak Stefanii Joanne Angelina Germanotta nie od razu stała się jej inspiracją. Z czasem niekonwencjonalne kreacje L.G. zaczęły przyciągać uwagę mojej koleżanki - studentki Fashion Institute of Technology. 

Kait podkreśla, że idolka ma wszelkie cechy współczesnej ikony mody - idzie pod prąd, a jednocześnie głosi, że należy akceptować siebie takim, jakim zostało się stworzonym. O tym opowiada najnowszy album artystki zatytułowany "Born This Way". Wspólnie stwierdziłyśmy, że Lady Gagi nie powinno porównywać się do nikogo, choć niejednokrotnie nazywano ją współczesną Madonną. Kait uważa też, że styl piosenkarki może być kojarzony z pomysłami domu mody Versace. Ja dodam jeszcze, że Gaga sięga też do koncepcji Alexandra McQueena. Kreacją, która wywarła największe wrażenie na mojej współlokatorce była "the living dress", w której Germanotta wystąpiła w 2010 roku podczas "Monster Ball Tour". Wspólnie z Kait doszłyśmy także do wniosku, że artystka ma w sobie wiele cech, które powinny inspirować osoby, które chcą wiązać swoją przyszłość z przemysłem mody - nie pozostawiać pytań bez odpowiedzi, być optymistą i nie oglądać się za siebie. Kait dodaje, że podobnie jak Victoria Beckham, Gaga może kiedyś stworzyć własną kolekcję, ale na pewno nie będzie to masówka dla H&M, bo nie każdy akceptuje nurt, którym podąża piosenkarka.

Jednak myślę, że nie można zaprzeczyć stwierdzeniu, że Lady Gaga wnosi swoją pracą coś nowego, inspiruje. Jednym słowem... w modzie dzieje się dużo, a może dziać się jeszcze więcej, jeżeli będziemy bacznymi obserwatorami, zaciętymi czytelnikami i osobami wrażliwymi na sztukę, muzykę.

I uwierzcie... rozmawiałam z nie byle jakim fanem Lady Gagi, bo z jednym z najpopularniejszych pasjonatów jej twórczości w Stanach Zjednoczonych. Mam na to dowody :) 


Kait z Lady Gagą, Beacon Theatre, Nowy Jork.

A Wy co sądzicie o tym, co prezentuje popularna Lady Gaga? A może macie własną muzę w tej dziedzinie? Z niecierpliwością czekam na Wasze spostrzeżenia w celu poszukiwania dalszych inspiracji.

9 października 2011

Czego szuka moda?

Europa, pięćdziesiąt państw, a każde zbyt małe, by analizować je indywidualnie. Zresztą, w tej dziedzinie ponoć liczy się tylko Londyn, Paryż i Mediolan. A co ze Sztokholmem, Kopenhagą, Wilnem, Moskwą, Warszawą, Pragą, Budapesztem, Belgradem, Atenami, Berlinem, Wiedniem, Zurychem, Madrytem, Lizboną i pozostałymi? Nie martwcie się, nie wspomina się o nich tak często, dlatego, że Nowy Jork dyktuje warunki, a tam modowa Europa przedstawiana jest jako krzywa Wielka Brytania - Francja - Włochy. Dlaczego?

Nowy Jork liczy blisko 13 milionów, a produkuje się tu 55% reklam z dziedziny mody. Na niewielkiej wyspie Manhattan liczącej 59.5 km² lądu znajdują się wszystkie siedziby największych magazynów, skupiają się wszyscy najlepsi fotografowie, odbywa się Nowojorski Tydzień Mody. Niewątpliwie ta amerykańska metropolia zasługuje na miano komercyjnego imperium. Jednak co z tego, jeżeli, mimo że głosi się w Ameryce wszelaką wolność, tak trudno o indywidualność, o odrębny, własny styl. W zależności od stanu Amerykanie ubrani są albo w szorty khaki i t-shirt ulubionej drużyny sportowej, uniformy rodem z lat 90., w szafie mają ciuchy na styl dzieciaków z Ivy League albo wyglądają jak chodząca okładka Vogue'a. 

Czasem mam dość patrzenia na ludzi, którzy albo reprezentują skrajne przypadki różnych subkultur, biznesmenów w nie najlepiej dobranych garniturach, tudzież jednostki ubrane perfekcyjnie, bo pracowała nad nimi rzesza stylistów. W Ameryce występuje też gatunek studenta collegu - przedłużone włosy, blond pasemka, wybielony uśmiech - znacie ten przykład, który nawet nie zalicza się do kategorii stereotypu - taka jest rzeczywistość. Pewnie, trafia się na wyjątki, ale generalnie brakuje europejskiego smaczku. Gustu, który przeszywał ulice Budapesztu, Warszawy, Pragi. Ludzi stylu, 
którzy potrafią wyczarować coś z niczego. Tego dziś szuka moda.




Budapeszt



7 października 2011

Levi's rules

Jeżeli nie jesteś obywatelem środkowej Afryki lub nie mieszkasz na całkiem mroźnej Syberii, założę się, że nie wyobrażasz sobie życia bez perfekcyjnie skrojonej pary jeansów. A jeśli jesteś jeszcze większym fanem denimu, kilka dekad wstecz na pewno marzyłeś o spodniach amerykańskiej marki Levi's. (Nawiasem mówiąc, dopiero jak wybrałam się za ocean, zauważyłam, że tam wymawiają "liwajs", a nie tak jak u nas: "lewis".) Po drodze w "jeansowym przemyśle" nieco się pozmieniało, marka z siedzibą w San Francisco podupadła, ale dziś Levi's odświeża swój wizerunek i rośnie w siłę.

Założony 142 lata temu, zatrudniający 11400 pracowników Levi's przeżył w ostatnim czasie wcale nie mały kryzys. Nic dziwnego skoro żyjemy w dobie pod nazwą "wszyscy chodzimy w jeansach i mogą być nawet te z sieciówki". Jednak gorsze chwile pociągnęły wyciągnąć wnioski, że należy odkurzyć strategię marketingową i znów stać się pożądaną, konkurencyjną marką. 

Levi's postawił na całość zatrudniając nową agencję Wieden+Kennedy, która wcześniej zajmowała się między innymi reklamą Nike "Just Do It". Domyślam się, że nie jest łatwo rywalizować z takimi firmami jak J Brand, True Religion, 7 For All Mankind lub chociażby ze wszystkimi produktami z popularnych sieciówek. Tym bardziej, że długo panowało przekonanie, że "levisy" są po prostu niewygodne i źle leżą na sylwetce. W końcu zareagowali, ulepszyli jakoś materiału, z którego szyte są spodnie, a także przedstawili nową koncepcję Curve ID. 

Mimo że jeansy marki Levi's były pierwszą parą denimów w mojej szafie, na długo przestałam być wierna tej marce. Jednak staram się być świadomym konsumentem, widzę, co dzieje się na rynku i znów wracam do "levisów". Przyznaję... kupili mnie, a ja kupiłam ich produkty, które od dziś dumnie noszę. Celują w rynek młodych klientów.

Życzę im powodzenia i myślę, że jeszcze nie raz zmienią świat tak jak tą reklamą w latach 80. wypromowując piosenkę "Stand By Me": http://www.youtube.com/watch?v=YeEDgQ6deEk.

A jeżeli chcecie śledzić, co zawojował Levi's w Polsce, wpiszcie w Google: "Dorota Gutowska". Ta Pani to prezes Levi Strauss Poland, mądra głowa.

Powodzenia Levi's i cieszę się, że macie odpowiednią długość spodni dla tak wysokich osób jak ja!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...